sobota, 28 stycznia 2012

Bell Royal Glam - błyszczyk z aloesem

Jedną z ostatnich nowości jakie wypuściło Bell jest błyszczyk royal glam z aloesem.



Dostępne odcienie:



Kolor na który się zdecydowałam to 063 jasny, mleczny, łososiowy róż. 
Generalnie jestem w nim absolutnie zakochana i nie rozstajemy się odkąd trafił w moje łapki



Jak widać na zdj kolor jest naprawdę fajnie nasycony, nie jest to ten z błyszczyków które pozostawiają na naszych ustach jedynie mleczny poblask... Aplikator jest spłaszczony, gładko i równomiernie sunie po ustach. Konsystencja jego jest lekka, nie klejąca, nie zbierająca się nieestetycznie w kącikach po czasie. Co do czasu to utrzymuje się na ustach do 3godz, myślę, że to b.dobry wynik jak na błyszczyk za 9zł :) Co mnie najbardziej zaciekawiło już w sklepie to skład a dokładnie aloes który faktycznie się w nim znajduje, tak więc usta nie tylko cieszą się pięknym kolorem ale też są nawilżone.



Naprawdę bardzo polecam tę serię błyszczyków, sama skuszę się jeszcze chyba na któryś z kolorów, może też na szminkę? ;> 071 prezentowała się bardzo fajnie!

Czujecie się skuszone?

niedziela, 22 stycznia 2012

Bourjois Bio detox - korektor

Ogłaszam akcję, pt. "Obalamy mity" ;)
Na pewno kilka razy w życiu zdarzyło Wam się kupić coś mimo wielu niepochlebnych opinii, niskich ocen na KWC, czy po prostu całkiem przypadkiem z niewiedzy. Ja również zaliczam się do tych osób, choć nie ukrywam odkąd znalazłam się na wizażu staram się z głową układać listę zakupów kosmetycznych, sprawdzam opinię, wybieram najlepsze. Jednak nie zawsze to co służy innym będzie służyło równie dobrze i nam. Ja przekonałam się o tym w niedalekiej przeszłości już kilka razy, co lepsze nie z przypadku a z wyboru.

Jednym z takich moich wybryków jest tytułowy korektor Bourjois z serii bio detox. Nie ma się co oszukiwać,średnią oraz opinie na KWC ma poniżej przeciętnych, ba! nasuwa się tylko jeden wyraz "żal"... Czytałam o nim wcześniej i do drogerii szłam z zamiarem zakupu healthy mix tej samej firmy ALE niestety ten korektor okazał się za słaby, za lekki, w moim przypadku niczego nie zakrył... Wędrowałam spojrzeniem dalej po półkach no i jakoś tak się stało, że bio deox trafił w moje łapki, po próbie w sklepie okazało się, że całkiem ładnie kryje i ma lepszą konsystencję od poprzednika. No to wzięłam ;)



Posiadam jaśniejszy  z odcieni light to medium który jest naprawdę jasnym czystym beżem, bez różowych czy żółtych tonów. Kolor idealny jak na korektor pod oczy, wydawać się może aż nazbyt jasny, jednak świetnie wtapia się w skórę i idealnie zgrywa z podkładem. Nie ciemnieje, może to być strzał w 10tkę dla bladolicych.
Aplikator jest w formie roll-on, bardzo wygodny i w miarę higieniczny, po użyciu zostawia delikatne uczucie chłodu które bardzo lubię. Dozuje odpowiednią ilość.




Konsystencja nie jest bardzo lekka, trzeba nauczyć się rozprowadzania go. Osobiście próbowałam palcami jak i z pędzlem jednak zdecydowanie lepsza jest aplikacja dłońmi, korektor pod wpływem ciepła znacznie lepiej pracuje, wtapia się wtedy naprawdę świetnie, nie wałkuje itp. Nakładanie dobrze jest podzielić sobie na dwa etapy, ja najpierw aplikuje go pod oczy, rozsmarowuję/wklepuję a następnie dopiero na powieki (korektor szybko zastyga - trzeba się z tym liczyć, nie posiada silikonów w związku z czym nie "sunie" po skórze jak inne).

Moim największym problemem są sine placki w kącikach oczu, często rano też budzę się z opuchlizną + kilka przebarwień od słońca. Ten korektor naprawdę daje radę, używany poprawnie dobrze kryje, pięknie rozświetla spojrzenie, wrażenie zmęczonych oczu zanika.


na 3cim zdj. najlepiej widać efekt końcowy-prawie całkowite zakrycie sinych kącików

Mimo tylu pozytywów jakie dostrzegłam nie jest jednak wart swojej regularnej ceny (40-50zł). Oczywiście chwali się naturalny skład (98,8% pochodzenia nat. w tym 14,4% skł. pochodzacych w upraw ekologicznych) jednak mimo wszystko cena jest zbyt wygórowana, za 10-15zł więcej dostajemy już podkład z tej samej serii... Ja kupiłam swój korektor w promocji + z jeszcze dodatkowym kuponem, z ceną końcową 15zł. Z tego co widziałam w promocji w Rossmannie można go dostać za 25-30zł i to jest wg. mnie odpowiednia cena.

Podsumowując nie żałuje absolutnie zakupu, wręcz cieszę z niego bo wreszcie mam korektor prawie idealny (piszę prawie ponieważ nie wiem czy w stałej cenie będę potrafiła się kiedyś na niego skusić ;)). Mógłby, np. jeszcze mocniej kryć ale nie będę narzekać, ponieważ lepszego póki co nie miałam. Jeśli dalej poszukujecie korektora dla siebie, może warto wypróbować? Może akurat to będzie to :)


PS przy okazji na 2óch zdjęciach powyżej możecie zobaczyć moje "gołe" rzęsy, tak jak pisałam w komentarzach w poprzedniej notce naprawdę są bardzo przeciętne a efekt jaki osiągam (bądź też nie ;P) zależny jest od tuszu :)

sobota, 21 stycznia 2012

MIYO 3in1 Super Lash mascara!

Witam się w te sobotnie popołudnie :) Weekend (pomijając wczorajszy wieczórhttp://emoty.blox.pl/resource/th_0girl_dance.gif) zaplanowałam spędzić spokojnie, w końcu wypoczywając, z dala od wszelkich galerii handlowych i natłoku ludzi. Odwiedziłam dziadków i na resztę czasu zaszywam się w swoich czterech kątach.

Słyszeliście o kosmetykach Miyo? Ja przyznam szczerze odkryłam je dopiero w zeszły weekend, w małej drogerii do której weszłam pierwszy raz w życiu. Kupiłam wtedy na wypróbowanie lakier (o którym już z resztą pisałam KLIK) oraz tytułowy tusz do rzęs z którego jestem tak samo mocno zadowolona jak z lakieru. Szczerze nie spodziewałam się TAKICH rzęs po tuszu za 8zł i jakże niepozornej szczoteczce...


Zazwyczaj w mojej kosmetyczce gościły maskary jedynie z wielkimi, grubymi szczotami bo takie właśnie lubię najbardziej :) Jednak postanowiłam się przełamać i spróbować czegoś innego, w końcu 8zł to nie majątek pomyślałam i gdyby mi nie podpasował bez żalu się z nim pożegnam... Jednak nic z tych rzeczy! Z tuszu jestem niesamowicie zadowolona, szczoteczka dociera do każdej rzęsy, świetnie rozdziela, wydłuża i wystarczajaco też pogrubia. Tuszu nabiera odpowiednią ilość, on sam ma idealną konsystencję od pierwszego otwarcia. Jest extremalnie czarny. Poza tym bardzo przypadło mi do gustu opakowanie, ładne, kobiece, cieszące oko :)

nałożona tylko 1 warstwa

Maskara jest testowana okulistycznie, hipoalergiczna. Producent zapewnia również o pielęgnacji i wzmocnieniu naszych rzęs.

Chyba nie muszę już bardziej Was przekonywać ;> Produkt naprawdę warty kupna. Ja z pewnością skuszę sie jeszcze na niejedno opakowanie :) I zapoluje też na błyszczyk, który miałam kupić ostatnim razem, jednak z wybranego koloru został tylko tester ;(

Widziałam już na paru blogach, że dziewczyny dostały paczki od Pierre Rene do testowania w tym również kosmetyki Miyo - nawet nie wiecie jak ja Wam z a z d r a s z c z a m Na pewno będę śledzić recenzję i dopisywać do listy co warto jeszcze wypróbować :)

wtorek, 17 stycznia 2012

Tropicana w środku zimy

Lakier Miyo (dla niewtajemniczonych ;) podfirma Pierre Rene) z serii nailed it o wdzięcznej nazwie "tropicana" już podbił moje serce (a dokładniej paznokcie ;P).




Jak już wspomniałam wczoraj wizualnie bardzo przypomina mi lakiery Wibo express growth, sam kolor na który się skusiłam jest niemal identyczny jak mój ulubiony z Wibo nr. 299 czyli piękna, żywa, nasycona czerwień♥ Konsystencja, pędzelek i cena to kolejne wspólne cechy.




Do dobrego krycia wystarczyły mi 2 warstwy, które schną naprawdę dość szybko. Myślę, że gama kolorystyczna produktu jest odpowiednio bogata KLIK aby każdy znalazł coś dla siebie.
Ja w każdym bądź razie nie będę miała problemu by sięgnąć po kolejne kolory i Was również zachęcam :)

czwartek, 12 stycznia 2012

Wpis paznokciowy

Czyli jak o nie dbam. Dostałam ostatnio kilka takich zapytań a więc jestem i działam ;D

 Jak pewnie większość Was przetestowałam w życiu całą masę różnych odżywek z czego mogę wyliczyć na palcach jednej ręki te które faktycznie coś działały... W tej chwili mój "arsenał" wygląda jak widać na zdj poniżej, jestem zadowolona, jakieś tam efekty są ale to jeszcze nie TO ;)

od lewej: olej rycynowy, odżywka z keratyną Sensique, odżywka 8w1 Eveline, olejek regenerująco-nawilżający Golden Rose, serum wzmacniające z wapniem i wit.C Lovely.


Olej rycynowy z tych wszystkich "cudów" jak można się domyślić najlepiej wpływa na moje paznokcie (zresztą nie tylko, na rzęsy i brwi również). 1x w tyg maczam dłonie w rycynie zmieszanej z oliwą z oliwek a dodatkowo kilka razy w tyg. smaruję skórki samą rycyną. Paznokcie wyglądają po prostu ładniej, są nawilżone, mocniejsze, skórki estetyczne.

Odżywka z keratyną Sensique był to zakup wcześniej nieplanowany, nie sprawdzałam jej opinii na KWC ale to nawet lepiej bo po przeczytaniu ich na pewno bym się już nie skusiła ;) Są co najmniej bardzo średnie ;) Tymczasem odżywka ta wzmacnia moje paznokcie o dziwo o wiele lepiej niż zachwalana Eveline. Pazurki są o wiele twardsze i mniej się łamią.

No i ta osławiona Eveline która na mnie aż tak świetnie nie działa ;) Z początku stosowałam ją zgodnie z poleceniami jednak  po dłuższym czasie nie widziałam ŻADNYCH efektów, paznokcie jak się rozdwajały tak się rozdwajały dalej, jedynie może szybciej rosły? Teraz smaruję nią tylko jedną warstę przed każdym kolejnym nowym mani, byle to wykończyć.. I jeszcze ten smród :| Więcej na pewno się nie skuszę na żadną odżywkę Eveline...

Olejek z GR stosuję raczej tylko na skórki, fajnie nawilża ale nie ma nawet co porównywać do rycyny. Ogólnie bez szału, nie mam dla niego zastosowania i używam tak byle zużyć.

Natomiast serum z dziką wiśnią Lovely bardzo polubiłam, moje paznokcie również. Uwielbiam to uczucie chłodu po zaaplikowaniu go na paznokcie♥ ;D Zmniejszyło na pewno łamanie i przyspiesza rośnięcie.

Dodam jeszcze, że do piłowania używam pilnika szklanego, staram się to robić w jedną stronę, choć nie jest łatwo ;)

Jak tylko wykończę odżywkę Eveline już wiem, że kolejną która wpadnie w moje łapki będzie Peggy Sage express nail hardener, słyszałam o niej wiele dobrego.

A jaka jest Wasza ulubiona odżywka? Może coś polecicie? 
Pozdrawiam :)

wtorek, 10 stycznia 2012

Lil' Vampire

Dziś chciałabym zaprezentować Wam małe cudeńko, z którym w ostatnim czasie się nie rozstaję. Mowa o pudrze rozświetlającym z limitowanki Essence Vampire's Loves.. Z tej edycji zaopatrzyłam się jeszcze w lakier, który równie mocno złapał mnie za serce, także wkrótce na pewno i jemu poświęcę czas ;-)


A czemuż to nie potrafię się obejść? Ponieważ zapewnia mi cudownie delikatny, bardzo subtelny, aksamitny, złoty(!) glow który pasuje do mnie w 100% i tak samo idealnie współgra z moim podkładem. Czuje się dzięki niemu promiennie i świeżo. Choć puder zawiera delikatne drobinki to trzeba się naprawdę im mocno przyjrzeć by je dostrzec a najważniejsze jest, że nie wędrują po całej twarzy! Puder trzyma się dzielnie przez większość dnia, choć wiadomo minimalnych poprawek wymaga. Do tego bardzo ładnie pachnie.

Dla zainteresowanych skład oraz efekt na skórze :)



Już wyobrażam go sobie w sezonie letnim, do delikatnej opalenizny, jak pięknie będzie się mienił również na dekolcie
Jeżeli natkniecie się jeszcze na niego w drogerii koniecznie się skuście!

niedziela, 8 stycznia 2012

Nude idealny ♥

Po wielu, naprawdę wielu poszukiwaniach w końcu udało mi się znaleźć idealny dla mnie odcień nude na pazurki
Lakier o którym mowa to Wibo z dość świeżej serii "Trends Nude". Posiadam nr. 351 (dostępny jest jeszcze na pewno odcień mlecznego różu nr. 350).


na 2-óch zdj. przyozdobiony Essence make it golden ;)


Bardzo lubię lakiery Wibo z serii express growth, dobrze mi się nimi maluje, na "bazie" przyzwoicie trzymają się na paznokciach, mają idealną nie za rzadką - nie za gęstą konsystencję, szybko schną a 2 warstwy zazwyczaj są wystarczające dla pełnego krycia. Poza tym niska cena i ogromny wybór kolorów.
Bardzo polecam

czwartek, 5 stycznia 2012

Sally Hansen lip lift

...czyli kolagenowa pomadka do ust :)


Posiadam odcień spa sandalwood który jest przepięknym naturalny kolorem, nie jest to typowy odcień "nude", nie osiągniemy nim efektu bladych ust. Jest to dużo naturalniejszy efekt.


Wersja sheen a więc z delikatnym, subtelnym połyskiem.

Co obiecuje producent?


Gładsze usta w zaledwie 5dni.
Pomadka na bazie masła Shea, kolagenu i francuskiej lawendy.
Nawilża, odżywia i pielęgnuje usta.
Pomadka sprawia, że usta stają się pełniejsze, kontur bardziej wyraźny a drobne linie na ustach wygładzone.

Zachęcona opisem musiałam wypróbować :) I tak się cieszę! Pomadka jest świetna, delikatnie kremowa, absolutnie nie wysusza ust, wręcz przeciwnie. Używam ją na zmianę z Carmexem moisture plus [KLIK] i moje usta już dawno nie były tak gładkie, w dodatku w ładnym odcieniu.

Czy usta stały się pełniejsze? Szczerze ja nie wierzę w takie obiecanki i chwyty reklamowe producentów, zawsze podchodzę do tego z dużym dystansem ;)

Gorąco polecam!
Do dostania w niektórych drogeriach internetowych oraz na allegro (cena nie przekracza 10zł).

wtorek, 3 stycznia 2012

Make it golden + makes me weak = zgrany duet :)

Zapewne nie wiecie o co chodzi? ;D Choć essencomaniaczki pewnie skojarzyły nazwy ;)
Są to lakiery Essence z serii color&go oraz multi dimension.



Skąd pomysł połączenia? Od Kitkulki ;D A dokładniej inspiracją było to zdjęcie, które pokazała:



Tak bardzo mi się spodobało, że postanowiłam wykonać swoją wersję ;)



Bardzo podoba mi się połączenie kolorystyczne, choć kolor oryginału jest bardziej "nude" to i tak nie wyszło chyba najgorzej :)

Pozdrawiam!

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Nie taki znowu scandal...

Na dobry początek roku przychodzę do Was z recenzją nowej maskary Scandal Eyes od Rimmel.


Zwlekałam z nią dość długo, ponieważ sama nie wiedziałam co o niej myśleć, postanowiłam więc dać jej czas na wykazanie się ;) Wystarczająco czasu minęło aby móc podzielić się z Wami moim spostrzeżeniami na jej temat.

Ale po kolei, najpierw co mówi o niej producent?

Nowa maskara ma skandaliczną szczoteczkę MaxDensity - wiekszą o 50%, a jednocześnie bardzo precyzyjną.
Sama formuła tuszu zawiera potróją ilość kolagenu i keratyny. Sprawia, że rzęsy stają się gęste, silne i perfekcyjnie podkreślone. Innowacyjny tusz do rzęs gwarantujący wspaniały efekt kuszących rzęs.
12x większa objętość, bez grudek, skandaliczne spojrzenie tak szybko. Twoje rzęsy będą krzyczeć!


A jak jest naprawdę? ;) Myślę, że wystarczy spojrzeć na średnią na KWC [klik] aby się o tym przekonać. W trzech słowach mogę powiedzieć "nie jest źle" ale też nie jest to to czego oczekuję od tuszu ze skandalem w nazwie ;P

Zacznijmy od szczoteczki która tak jak lubię jest bardzo duża, dobrze rozdziela rzęsy, nie zdarzyło się jeszcze abym pod tym względem zrobiła sobie nią krzywdę.



Ogólnie jestem nieco zdezorientowana, gdyż zaraz po umalowaniu rzęs moje oczy widzą piękny, pokaźny wachlarz, jednak wystarczy ok 2min aż tusz całkowicie wyschnie i jakby czar pryska ;> Rzęsy są może i ładnie rozdzielone, delikatnie wydłużone jednak skandalicznej 12x większej objętości ani widu ;) Określiłabym to jako hmmm... schludnie umalowane rzęsy :) Szału nie ma w każdym razie.



na zdj umalowane jedynie górne rzęsy ;)


Ja pozostaje dalej wierna extra super lash i volume accelerator od Rimmel, ponieważ te maskary dają mi efekt o który mi chodzi i Wam również bardzo polecam wypróbowanie ich :)